Relikwie Drzewa Krzyża Świętego
Wpis dodany przez EliS do kategorii: Legendy, HistoriaTo one sprawiały, że lubelski klasztor Dominikanów był znany na całą Polskę. To to pielgrzymowały tłumy wiernych, chcących się przed nimi pokłonić i zatopić w chwili modlitwy. To one towarzyszyły Miastu w wielu trudnych momentach, to one wspierały jego mieszkańców. I to przez kilka stuleci…
Mowa oczywiście o relikwiach Drzewa Krzyża Świętego znajdujących się w Bazylice Mniejszej oo. Dominikanów.
Nim trafiły do Lublina…
Historia relikwii sięga IV wieku, kiedy to święta Helena, matka Konstantyna Wielkiego, postanowiła odnaleźć krzyż, na którym ukrzyżowany został Jezus. Zorganizowała wyjazd do Jerozolimy oraz wejście na Golgotę. Tam, podczas prac wykopaliskowych, znalezione zostały trzy krzyże. Wszystko zgodnie z Ewangelią - Jezus został wszak ukrzyżowany w towarzystwie dwóch łotrów. Który to jednak krzyż Jezusowy? Aby się przekonać św. Helena sprowadziła z Jerozolimy chorą osobę. Jedne źródła podają, że kobietę, inne mówią, że młodzieńca - to nie jest ważne. Ważne jest to, że przy jednym z owych trzech krzyży osoba ta w cudowny sposób wyzdrowiała. Wniosek był prosty - odnaleziony został krzyż, na którym zmarł Jezus.
Święta Helena podzieliła go na trzy części. Jedną pozostawiła w Jerozolimie, drugą odesłała do Watykanu, a trzecią zabrała ze sobą do Konstantynopola. To właśnie ta trzecia część, wędrując sporo po świecie, trafiła do Kijowa, a z niego do Lublina.

W Lublinie…
W którym dokładnie roku relikwie przywędrowały do Lublina, nie wiadomo. Jan Długosz w swojej Kronice napisał, że stało się to w 1333 roku. Z kolei dominikanin ojciec Paweł Ruszel (XVII wiek) w swoim opracowaniu poświęconym relikwiom napisał, że było to około roku 1420. Dokładna data chyba nigdy nie zostanie już ustalona…
Skupmy się na wersji wydarzeń przedstawionej przez ojca Ruszla. Opowiada on o krakowskim biskupie Andrzeju, który wiózł owe relikwie z Kijowa do Krakowa. W Lublinie zatrzymał się na nocleg, po czym ruszył w dalszą drogę. W pewnym momencie konie zatrzymały się i nie mogły dalej pociągnąć karocy. Biskup poganiał je, okładał batem - zwierzęta na prawdę ciągnęły z całych sił. Karoca stała jednak w miejscu, jakby była przymurowana do gruntu. Za nic nie mogła ruszyć dalej.
Dopiero kiedy biskup wyjął z niej relikwie, konie mogły pociągnąć karocę dalej. Odczytał to jako znak: Bóg chciał, aby Drzewo Krzyża Świętego pozostało w Lublinie. I tak też się stało. Z kolei w miejscu cudownego zatrzymania karocy zbudowano drugi klasztor dominikański. Teraz jest tam gmach KUL.
Od tego momentu Lublin stał się miastem kultu relikwii Drzewa Krzyża Świętego. Historii, które wydarzyły się pod wpływem tych relikwii jest wiele. Kiedyś poświęcę im oddzielny artykuł. Tutaj napiszę tylko, iż te historie spisał wspomniany już Paweł Ruszel. Postać bardzo ważna dla lubelskich Dominikanów. Ruszel poświęcił relikwiom dwa opracowania: “Fawor niebieski”, wydany w 1649 r i “Skarb nigdy nie przebrany” (1655). Do jednego z nich dołączył odbicie relikwii. Jak je sporządził, nie wiadomo. Czy prawdziwe Drzewo pomalował i odbił na papierze, czy może zlecił zrobienie kopii relikwii i ją odbijał? Nie wiadomo. Z pewnością potrzebował specjalnego pozwolenia na to. Drzewo z relikwiarza już wtedy mógł wyjąć jedynie biskup. O tym odbiciu zapomniano.
Dopiero niedawno na informację o nim natknął się lubelski dziennikarz Waldemar Sulisz. Rozpoczął swoje małe śledztwo. Okazało się, że w archiwum Muzeum na Zamku znajduje się coś, co może być ową odbitką sporządzoną przez ojca Ruszla. Tylko ona pozostała jako świadectwo tego jak wyglądały i jaki kształt miały relikwie…

Źródło: www.zamek-lublin.pl
Kradzież, która miała miejsce w nacy z 9 na 10 lutego 1991 roku wstrząsnęła nie tylko całym Lublinem. Nikt nie potrafił wyobrazić sobie, jak mogło dojść do takiej profanacji. Materialnie ten kawałek drewna nie miał żadnej wartości, jedynie duchowo był bogactwem wielu chrześcijan. Kto dopuścił się kradzieży? Koncepcji było kilka, jednak żadnej oficjalnie nie udało się potwierdzić. Śledztwo umorzono.
W klasztorze dominikanów został tylko malutki fragment relikwii, który odłamał się raz podczas konserwacji drewna. Ten kawałek wciąż sprawuje pieczę nad Klasztorem w Sercu Miasta.
Podyskutuj o tym na LubForum.pl
Drukuj ten artykuł
na górę
(Ilość ocen: 8, średnio: 4.88 z 5)