Legenda o Czarciej Łapie (wersja II)
Wpis dodany przez Irena do kategorii: Legendyw przekazie mojej mamy, poparta legendą „Diabeł w Trybunale” z książki Marian Orłoń, Jan Tyszkiewicz „Legendy i podania polskie”.
Dawno temu na wsi niedaleko Lublina mieszkała wdowa z trojgiem dzieci. Ciężko było samej kobiecie, uprawianie ziemi, oranie wołami to praca dla mężczyzny. Kobieta kochała swoje dzieci i dla nich była zdolna ponieść wiele wyrzeczeń, dla nich ciężko pracowała. Ziemię miała żyzną, dom postawiony jeszcze przez męża, więc jakoś radzili sobie.

Stół z odciskiem Czarciej Łapy znajduje się na Zamku Lubelskim
Źródło:www.loit.lublin.pl
Pewnego dnia, szlachcic, właściciel okolicznych ziem przysłał do wdowy swoich służących z informacją, że pan chce wykupić jej pole razem z budynkami. Propozycja dla zmęczonej wdowy byłaby ciekawa gdyby nie fakt, że dziedzic za budynki i całą ziemię proponował tak małą zapłatę, za którą nie można było kupić w mieście nawet małego mieszkania i żyć lżej. Wdowa odmówiła dziedzicowi. Za kilka dni służący pojawił się ponownie, oferując jeszcze niższą cenę i przekonywał że to bardzo dobra propozycja, a ona będzie żałowała gdy jej nie przyjmie. Wdowa odmówiła ponownie.
Minęło kilka następnych dni, gdy w nocy obudził kobietę jakiś dziwny łoskot, trzask i zapach dymu. To palił się jej dom, a ona i jej dzieci były w środku. Przeraziła się, obudziła dzieci, wzięła na ręce najmłodsze dziecko, chwyciła pudełko z dokumentami i pieniędzmi (bo trzeba wiedzieć, iż dawno temu na wsi wszystkie ważne dokumenty i pieniądze przechowywane były razem) i w ostatniej chwili wyskoczyli przez okno. Dom z całym dobytkiem spłonął doszczętnie
Wdowa sprawę wniosła do Trybunału w Lublinie. Gdy nadszedł dzień rozprawy wraz z dziećmi udała się do Lublina. Pofatygował się także szlachcic, wraz ze świadkami których zabrał prosto spod wiejskiej knajpy, aby za kilka kufli piwa zeznali to co chciał szlachcic.
Sprawa się zaczęła. Wdowa przedstawiła swoją wersję wydarzeń, przy tym miała wrażenie że mówi do ściany, bo nikt jej nie słuchał, nie miała świadków którzy poparliby jej wersję. Potem swoją wersję przedstawił szlachcic i jego świadkowie.
- Wdowa kłamie, sama podpaliła dom i bezprawnie chce wyłudzić pieniądze.
- Szlachcic to dobry pan, to niewinny człowiek. - zapewniali świadkowie.

Trybunał Koronny - miejsce “diabelskiego” sądu
Widok z Wieży Trybunalskiej
Ogłoszono wyrok:
- Szlachcic jest niewinny, wdowa ma przeprosić szlachcica za fałszywe oskarżenia i zapłacić za koszty procesu.
- Co my teraz zrobimy,- zapłakała wdowa tuląc dzieci do siebie. – Gdzie my się podziejemy. Nawet diabeł sprawiedliwiej by sprawę osądził!
Ledwo wypowiedziała te słowa, a w trybunale zahuczało, zaszumiało i pojawił się diabeł.
- Takiej niesprawiedliwości to nawet ja nie mogę znieść. Rozpoczynamy sprawę od nowa – powiedział.
Przerażeni sędziowie nie śmieli się sprzeciwiać i odbył się proces drugi, jakże inny od pierwszego. Sędziowie z uwagą wdowy wysłuchali, a świadkowie prawdę powiedzieli. Diabeł ogłosił wyrok:
- Szlachcic jest winien, dom wdowie ma odbudować i wyposażyć. Fałszywych świdtków publicznie wychłostać należy, aby więcej nie kłamali.
Sędziowie podpisali się pod wyrokiem, a diabeł przypieczętował go własną łapą. Zrobił to z taką siłą, że ślad czarciej łapy, który odcisnął się na sędziowskim stole, do dziś jest widocznym świadectwem tego procesu i przestrzega wszystkich sędziów przed wydawaniem niesprawiedliwych wyroków.
Przeczytaj inną wersję legendy.
Wypowiedz się na LubForum.pl
Drukuj ten artykuł
na górę
(Ilość ocen: 35, średnio: 4.57 z 5)